#historie opowiedziane

Historie opowiedziane – Spotkanie z Justyną Jaworską ♡

Czas na spotkanie z wyjątkową kobietą, która jednocześnie roztacza wokół siebie spokój i niesamowitą energię. Słowa Justyny Jaworskiej czyta się jak dobrą książkę, słucha jak przyjaciółki i pochłania jak niezgłębione uroki natury. Bez zbędnych słów wstępu zapraszam do przeczytania naszej rozmowy.

Natalia: Powiedz, w jaki sposób joga pojawiła się w Twoim życiu?

Justyna: Pojawiła się znienacka i została na zawsze. W czasach bez smartfonów, bez własnego komputera, będąc u rodziny, zaczęłam spontanicznie wyszukiwać słowo yoga. To o tyle ciekawe, że nie pamiętam powodu! Nie znałam nikogo, kto ją praktykował, a szkół jogi w Polsce było niewiele. W tym tej metody, która jest mi bliska – zaledwie jedna. I to właśnie ją znalazłam. Umówiłam się na następny dzień. I wracałam codziennie.

Pamiętam za to dokładnie uczucie po – dotknięcie spokoju, za którym tęskniłam. Wracałam każdego ranka oczarowana tym, jak praktyka układa dzień oraz małą społecznością  osób, z którymi spędzaliśmy czas na matach, a potem na wspólnych śniadaniach. Byliśmy tak pięknie poruszeni dobrem, które czuliśmy. Na drugiej czy trzeciej praktyce poznałam moją najbliższą wciąż przyjaciółkę –  Natalię. 

W 2006 roku, prawie w rocznicę pierwszej praktyki, wybrałam się do Indii. To była bardzo analogowa podróż: długi lot przez Rosję, czeki podróżne, bez telefonu, bez planu, jak pokonać 1000 km przez Indie po opuszczeniu samolotu. Od tego czasu pojawiłam się tam kilkanaście razy, za każdym razem od miesiąca do trzech. W Indiach czuję się, jak w domu, coś mnie tam zawsze woła, by wracać. Ale ta pierwsza podróż była bardzo niezwykła, a jej urok tkwił w trudzie, surowości i prostocie. Sama nie wierzę, gdy wspominam w jakich miejscach zdarzało mi się spać, a jednak nie miałam wątpliwości, że chcę tam wracać, właśnie tam odnajduję siebie. Moi nauczyciele są w Indiach, prawie w ogóle nie pojawiają się w przestrzeniach Internetu. Cieszę się, że to od nich mogę czerpać wiedzę i że czuwają nad moją praktyką. W czasach, gdy wciąż pojawia się coś nowego, każdy szuka na siebie pomysłu, moi nauczyciele są dla mnie kontaktem z czymś dawnym, z tradycją.

A w jaki sposób stała się sposobem na zawodową drogę?

To pojawiło się już na pierwszej praktyce. Miałam zaledwie 21 lat, ale od razu poczułam, że tym, czego doświadczyłam chciałabym się w przyszłości dzielić. 

I były to bardzo proste rzeczy: wspomniane dotknięcie spokoju, czuła obserwacja oddechu, wdzięczność. Poczułam w nich ogromną wartość, której potrzebuje świat. Minęło jednak wiele lat zanim zaczęłam uczyć. Wybrałam tradycyjne podejście i uczenie się w Indiach. 

Zanim otworzyłam swoją Shalę, uczyłam przez kilka lat poza Polską. Były to zawsze miejsca, w których szanowano tradycję i filozofię jogi, skupione na praktyce o świcie, nastawione na budowanie więzi i społeczności. 

Czym jest dla Ciebie #czuładyscyplina?

Te słowa określają moje podejście do praktyki jogi.

Rozluźnienie w działaniu. 

Zaangażowanie bez przywiązana do efektu. 

Wkładanie wysiłku, w którym nie ma surowości czy rygoru.

Łagodne przyglądanie się sobie, czytanie potrzeb i odpowiadanie na nie z pozycji pełnej jasności i miłości.

Aby się rozwijać, inicjować i wdrażać zmiany, nasze zaangażowanie i dyscyplina są konieczne, ale ich właściwości mogą nas dodatkowo stresować i napinać, lub wręcz przeciwnie – i o to pomoże zadbać owa czułość.

Jesteś terapeutką mięśni dna miednicy – w ostatnim czasie świadomość w tym temacie znacznie rośnie. Możesz go przybliżyć? Na czym polega, jak pracujesz z kobietami?

Praktykę jogi od początku traktowałam jako przestrzeń, w której poprzez obserwacje poznaję siebie – ciało, myśli, emocje oraz zależności między nimi. Wierzę, i poczułam to na sobie, że świadoma praktyka uzdrawia na wielu poziomach. Naturalnym krokiem w poznawaniu siebie było przyjrzenie się cyklowi menstruacyjnemu – jak wpływa na moje samopoczucie, fizyczność, poziom energii, poczucie pewności siebie. 

Odcięcie się od cyklu, narzucone na nas obowiązki zawodowe, oczekiwania swoje i otoczenia, że każdego dnia czuć się będziemy tak samo – jest sprzeczne z naszą naturą. Słuchanie cyklu, rozumienie i uwzględnianie go w planowaniu życia bardzo mnie zafascynowało. Pozwoliło z większym spokojem akceptować zmiany, w emocjach i w ciele.

Miednica to obszar, w którym dzieje się magia – cykl, ciąża, seksualna przyjemność. Brzuch to nasz drugi mózg. Mówi się, że to energetyczne centrum. Z drugiej strony – często nieakceptowana część naszego ciała. Sama przez lata wciągałam każdą odznaczająca się wypukłość. Wychowywałam się na czasopismach pełnych diet i rad, jak wyglądać. Do tego reklamy pełne szczupłych ciał. 

To długi wstęp, bo długa była moja droga do spojrzenia na moje ciało w łaskawy i czuły sposób.

Mięśnie dna miednicy są też elementem praktyki asan w jodze. Chciałam dowiedzieć się o nich więcej. Nie miałam wtedy pojęcia, że wiążą się z nimi powyższe zagadnienia. 

Mam blisko wyjątkowe kobiety – osteopatki i fizjoterapeutki , które patrzą na ciało w holistyczny sposób. Będąc ich pacjentką zawsze wypytywałam o związane z mięśniami dna miednicy szczegóły, aż w końcu sama zapisałam się do szkoły terapii mdm. Jako terapeutka mięśni dna miednicy edukuję o ich budowie, znaczeniu, potrzebnych ćwiczeniach, ale też na o połączeniu ich z Naszą psychiką.

Cykl, ciało, emocje, trauma są dla mnie tematami bardzo ważnymi i obecnymi w tym, jak i dlaczego praktykuję, oraz jak uczę innych. Terapeutyczny aspekt jogi jest wspaniały. Oczywiście nie zastąpi profesjonalnego wsparcia lekarzy czy terapetów, jeśli jest taka potrzeba.

A czym jest dla Ciebie ciało?

Z ciałem mam trudną relację. Od dzieciństwa borykałam się z zaburzeniami odżywiania i ‘negative body image’. Właściwie codziennie uczę się akceptacji swojego ciała.

Praktyka i terapia były i są w tym bardzo pomocne. Terapeutycznie działa na mnie też szczerość, mówię o tym otwarcie, bo wiem, że temat dotyczy wielu kobiet i poczucie, że nie jest się w tym osamotnioną ma ogromne znaczenie. To coś bardzo potrzebnego mi samej, ale i obecne w tym, jak uczę i jaką pragnę tworzyć społeczność – wspierającą i uzdrawiającą. Prawda i szczerość są więc punktem wyjścia.

Dzięki praktyce i wspinaniu czuję ogrom wdzięczności do swojego ciała – siły, wytrzymałości, mocy. Przez to, że żyję blisko swojego cyklu menstruacyjnego – z większą lekkością akceptuję zmiany i szczerze podziwiam procesy zachodzące w kobiecym ciele. To wszystko jest we mnie obok siebie – trud i kompleksy, wdzięczność i podziw. To kręta droga, która wiele mnie nauczyła. 

Dzielisz się przemyśleniami na temat uczuć, emocji, odnajdywania siebie. A jaki wpływ na to, ma przestrzeń wokół i codzienność? Jakimi przedmiotami lubisz się otaczać w życiu?

Góry i oceany to otoczenie, z którego czerpię najwięcej. Natura ma tę moc, że zdejmuje z nas maski i role. Upraszcza nasze działanie. Zatrzymuje i wywołuje zachwyt. Przyglądanie się sobie, gdy spędzam czas daleko od bodźców współczesnego świata pozwala mi patrzeć na siebie z większą jasnością.

Natura jest autentyczna i nie zabiega o popularność w przeciwieństwie do świata napędzanego przez social media – myślę, że moja potrzeba otwartości wynika z tego, że chcę być jej bliżej.

Kocham wiatr! Czyści głowę, przypomina, że wszystko mija, niesie zmiany.

W mieszkaniu mam zdjęcia ważnych górskich widoków, wielorybów i hinduskich bóstw. Każde niesie ważną opowieść, przypomina jakąś życiową lekcję, podobnie jak moje tatuaże.

Bez czego nie wyobrażasz sobie poranka? Czy masz swoje codzienne rytuały?

Kocham poranki. To od dzieciństwa moja ulubiona pora. Szczególnie ten czas przed świtem. Wstaję bardzo wcześnie, przed 5 rano. Panuje wtedy szczególna cisza, świat jest spokojny po nocy, lubię obserwować, jak słońce zaczyna rozjaśniać przestrzeń dookoła. Zapalam świeczki i kadzidełko, słucham muzyki lub hinduskich mantr i przygotowuję poranną kawę, delektuję się tym czasem w domu lub idę do swojej szkoły jogi i tam roztaczam podobną atmosferę czekając na swoich uczniów. Cisza, kawa i spokój – to moje ulubione poranne okoliczności. 

Co zawsze zabierasz ze sobą w podróże?

Dużo rzeczy. Mam taką zdolność i potrzebę, że ruszając gdzieś choćby na jeden dzień – tworzę tam namiastkę domu. 2-3 książki (nigdy nie wiem, na którą będę mieć ochotę), ulubiona herbata, aeropress i kawa, chilli (uwielbiam ostre jedzenie i zawsze doprawiam po swojemu:)), kadzidełko, mgiełka do twarzy marki Iossi, mata do jogi.

Dłuższe wyjazdy są zazwyczaj połączone ze wspinaniem i życiem w aucie. To nasz ulubiona forma wakacji. Mamy samochód przystosowany do wielodniowych podróży. W taki sposób najbardziej odpoczywam, dni wypełnione są wysiłkiem w naturze, zasypiam z dala od cywilizacji pośród szalejącego wiatru na górskich przełęczach. Lubię to, że najprostsze potrzeby – przygotowanie jedzenia, umycie naczyń, toaleta, spanie – nie są wykonywane w sposób oczywisty i automatyczny, bo decyduje natura…

Kiedyś szłam 3 tygodnie przez góry w USA. Wszystko, co mogłam ze sobą zabrać musiało się zmieścić w plecaku, włącznie z jedzeniem, nie mogłam spakować osobistych przedmiotów, nie miałoby to sensu. Ale natura wypełniła całkowicie moją potrzebę przytulności.

Skąd masz w sobie tyle spokoju i ciepła w niespokojnych i pędzących czasach?

Dziękuję ♡ Dużo czerpię z praktyki jogi. Z moim narzeczonym mnóstwo czasu spędzamy w naturze i to nas bardzo koi. Myślę, że duży wpływ mają na mnie podróże do Indii, obcowanie ze starszym światem, z tradycją – to pozwala mi złapać dystans i wyhamować, gdy świat wokół pędzi. Ostatnio zakochałam się w ceramice, to bardzo uziemiające i wyciszające zajęcie. Mam szczęście do ludzi, Ci, których mam blisko, wnoszą do mojego życia dużo ciepła i dobra.

Czy masz jakieś porady dla osób rozpoczynających swoją przygodę z joga?

Znajdź metodę, która Cię inspiruje i pozostań w tej praktyce dłuższy czas. Znajdź nauczyciela, który uczy w taki sposób, że trafia do Twojego serca. Pamiętaj, że to praktyka obserwacji, poznawania siebie i odkrywania prawd o sobie, swojego najczystszego potencjału. Towarzyszy jej piękna filozofia, którą warto zgłębić. Ale jeżeli postanowisz, że interesuje Cię na razie tylko fizyczny aspekt – zyskasz zdrowie i sposoby na radzenie sobie ze stresem i to też jest bardzo, bardzo dużo. 

Na koniec kilka wskazówek, poleceń i umilaczy według Justyny 😉


Justyna Jaworska uczy jogi od kilkunastu lat, organizuje warsztaty i wyjazdy pogłębiające praktykę. Kocha naturę, górską wspinaczkę, dalekie podróże i życie w aucie. Wspiera praktyką kobiety na różnym etapie życia: prowadzi zajęcia jogi dla nastolatek, uczy kobiety o cyklu i mięśniach dna miednicy, zorganizowała program dla kobiet w więzieniu. Fascynuje ją terapeutyczny wymiar jogi. Przez kilka lat podróżowała i prowadziła zajęcia poza Polską, obecnie ma swoje miejsce w Warszawie.

Justynę spotkasz TUTAJ
Przestrzeń Justyny do praktyki Jogi w Warszawie MERUSHALA
Zdjęcia z instagramowej biblioteczki Justyny ♡

One thought on “Historie opowiedziane – Spotkanie z Justyną Jaworską ♡

  1. Agnieszka pisze:

    Ach Justyna, piękna Dusza:)

Skomentuj Agnieszka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.