#historie opowiedziane

Historie opowiedziane – rozmowa z Kaliną z RU

Przed Wami opowieść o tym, jak słuchać siebie, jak lepiej się rozumieć i odczytywać sygnały, które dają nam ciało i umysł. Tym razem rozmawiam z Kaliną, która stworzyła wyjątkową przestrzeń – RU RITUALS, gdzie możecie oddać się w jej ręce i złapać oddech w codziennym biegu. Czekają tam na Was wyjątkowe terapie manualne twarzy i inne personalizowane zabiegi, które pomogą Wam się zregenerować. A i to nie wszystko! Tymczasem zostawiam Was ze słowami, które mam nadzieję napełnią Was dobrą energią i chęcią zatroszczenia się o siebie. To ważne

Natalia: Jak się dziś zatrzymać w tym pędzącym świecie?

Kalina: Może być trudno! Powiedzmy sobie szczerze. Mnie ciało zatrzymało samo 4 lata temu i niejako zmusiło do przewartościowania wszystkiego w życiu. Przyszedł wtedy taki moment, gdzie musiałam najpierw zaakceptować stan rzeczy i to było super trudne, zaczęłam zwalniać mimo, że nie wiedziałam jak. Nie miałam wyjścia. A korzyści płynące z tego procesu zauważyłam dopiero po jakimś czasie. Taka byłam uparta w tym niezatrzymywaniu się! Do dzisiaj potrafię nie usiąść w ciągu dnia. 

Za to całkiem nieźle wychodzi mi codzienna praktyka uważności, celebrowanie ciszy, drobnych pięknych chwil, chodzenie na boso po ziemi. Śniadanie zjedzone przy stole w spokoju, bez technologii, tylko w rozmowie z moim Tomaszkiem. Las albo rower, medytacja, zbieranie kwiatów na łące. Czasem siedzenie na kanapie i podziwianie, jak mi rośliny rosną w pokoju, a za oknem przesuwają się chmury po niebie. Nic więcej. 

N: A co może być takim bodźcem, do powiedzenia sobie „stop”?

K: Dobrze mieć takie swoje kotwice, które zrzucamy raz na jakiś czas i pomagają się nam zatrzymać. Każdy ma swoje. Dla niektórych to będą podróże i poznawanie kultur, dla innych książki i koncerty, dla jeszcze innych prasowanie, gotowanie, kolorowanki dla dorosłych, morsowanie, sport, medytacja, wolontariat, czesanie warkoczy lub przytulanie drzew. 

Wydaje mi się, że w pędzącym świecie nie musimy zatrzymywać się za wszelką cenę. Jeśli dbamy o higienę pracy, czasu wolnego i ogólnego dobrostanu, możemy płynąć w tym nieustającym biegu ze świadomym spokojem, w zgodzie ze sobą, poszanowaniem swoich wartości. Być uważnym, czułym, spostrzegawczym, wrażliwym na to, kiedy, jeśli będzie potrzeba, zarzucić kotwicę. 

Myślę, że problem pojawia się, kiedy tych sił nie ma, nasze granice są przesuwane i nie dajemy sobie przestrzeni na to, żeby po prostu nic nie robić, niczego nie osiągać, do niczego nie dążyć. Spojrzeć w głąb i zadać pytanie: co ja teraz czuję? Pobyć z tym przez chwilę. Jeśli pędzimy bez zastanowienia i poszanowania swojego ciała, swoich potrzeb to ciało samo wtedy nas zatrzyma. 

N: A czy my w ogóle potrafimy się zatrzymać i zatroszczyć się o siebie?

K: Dzisiaj mamy więcej narzędzi niż kiedykolwiek, by zatroszczyć się o siebie, a jednocześnie tak mało czasu, jak nigdy dotąd. Jesteśmy zasypywani wizjami tego jak „pięknie” można żyć. Od samego rana setki kont na Instagramie pokazują nam swoje perfekcyjnie ułożone życie, począwszy od pobudki przez poranne „rytuały” aż do idealnego wieczora po pełnym wrażeń i wspaniałych rzeczy dniu. Zamiast do tego dążyć i się na tym wzorować musimy, jeśli chcemy, naprawdę zatroszczyć się o siebie odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest dobre dla mnie, co mnie karmi, otula, co prowadzi, uziemia, osadza w tu i teraz

Widzę ogromną chęć i zapotrzebowanie na to zatrzymanie, o którym rozmawiamy, przy jednoczesnej nieumiejętności podjęcia jakichkolwiek działań, aby to rzeczywiście się zadziało. Chcemy się o siebie troszczyć, ale nie potrafimy sobie na to pozwolić, choć widzę, że coraz bardziej się staramy i to jest fajne. Każda wizyta u mnie jest taką Waszą próbą zatrzymania, czasami bardziej udaną czasami mniej. A ja staram się tworzyć przestrzeń, w której zarówno ja, jak i Wy będziecie mieli wszystkie narzędzia, aby to się udawało za każdym razem coraz bardziej.

N: Wiele osób obawia się, że to jest “dokładanie” sobie spraw “do ogarnięcia” – bo jak kosmetyki, to tylko eko i naturalne, jak odpoczynek, to taki na łonie natury lub jogowym wyjeździe, jak dbanie o ciało – to tylko w SPA… Jedzenie – wyłącznie sprawdzone w każdym promilu. itd. Mierzymy się z mnóstwem przekonań, które trzeba przeskoczyć i tym, czy… mamy na to czas.

K: Jakość jest wspaniała! Sama wiesz o tym najlepiej i bronisz tej jakości! To jest takie ważne! W tym pytaniu właśnie zawarłaś dla mnie esencję i musimy o nią walczyć, bronić, bo ze wszystkich stron zalewa nas bylejakość, powtarzalność, zużywalność, jednorazowość. Mierzymy się z mnóstwem przekonań, ale też gotowych wersji na to, jak mamy spędzać czas, jak i gdzie jest okej. Dużo tego na pokaz, dla instagrama i lajków. 

A gdyby tak jednego dnia cały internet przestał istnieć? Wtedy ta piękna sala do jogi nadal byłaby piękna i chciałabyś na nią chodzić właśnie do tej sali, bo Ci się podoba i czujesz się tam dobrze, są tam fajne ludki i super nauczycielka jogi. Jeśli robisz rzeczy jakościowe w pięknych miejscach, wyruszasz na wyjazdy z super ludźmi, jedziesz specjalnie przez godzinę do lasu, który kochasz i wypijesz na spacerze w tym lesie najlepszą kawę speciality z super termosu (hehehh), który daje Ci dużo radości dla siebie, to to jest bardzo piękne! Jeśli robisz to dla siebie.

N: A co dla Ciebie jest tą jakością na co dzień?

K: Dbanie o ciało od środka 😉 Całe życie słucham, woooow jak Ty jesz, kiedy masz czas tak gotować? Albo: ojej ile Ty wydajesz na jedzenie. No tak, wydaję dużo moich pieniędzy na super jakościowe, różnorodne składniki, książki kucharskie, kupuję na eko targach, od lokalnych dostawców, gotuję szybko, gotuje długo, dużo, czasami prosto, czasami bardzo skomplikowanie. 

W kuchni jestem w takiej swojej bezpiecznej przestrzeni, dzięki której mogę się wyciszyć i zadbać o moje nie zawsze dobrze funkcjonujące ciało, które ma mnie nieść przez całe moje życie. To jedno ciało. Nie mam drugiego na wymianę. 

Każdy, kto ma, lub kiedykolwiek miał problemy ze zdrowiem wie, lub się dowie, że to co je, to podstawa okazywania temu ciału szacunku. Natala, Ty jak nikt inny mnie rozumiesz. Jeśli kochasz i szanujesz swoje ciało, (takie, które trochę szwankuje, lub jest w super kondycji) to czujesz, że chcesz dla niego tego, co najlepsze. Mam na to czas i zawsze go znajdę. Dlaczego? Bo jest MOJE, dla mnie. I tak jest ze wszystkim. 

N: Mam wrażenie (a może i jestem przekonana!), że Tobie udało się połączyć troskę i zachować równowagę, jednocześnie wchodząc w nowe działania – i swoją markę

K: RÛ to jest takie miejsce, które jest podsumowaniem wszystkiego, kim jestem. To duże marzenie, taki bold project. Wywrócić wszystko do góry nogami, skoro i tak samo się wywróciło. Przebranżowić po 16 latach, pozostając w obszarze ciała, który tak doskonale znam, ale wejść w jego głębsze struktury. 

Twarz była moim obiektem zainteresowań od wielu lat. To, że teraz zajmuję się nią tak kompleksowo, jest odbiciem tego, co zrozumiałam w procesie uzdrawiania, który nadal trwa. Albo sięgamy głębszych struktur, żeby coś naprawić, zmienić, polepszyć, albo działamy tylko powierzchownie. 

Ja tu jestem na sto procent i wkładam dużo troski w zachowanie równowagi, bez której nie powinno się dotykać czyjejś twarzy. Dotknięcie twarzy i praca na niej to bardzo intymna sytuacja, ogromny przepływ energii, emocji, duża odpowiedzialność. Tam jest zamknięty cały człowiek, jego stres, cały wachlarz emocji, uczuć. Troska i równowaga, hojność i dużo spokoju, uważność i słuchanie to właśnie RÛ.

N: A co kryje się za hasłem RÛ Rituals – relax, refresh, reconnect i co nam może dać?

K: RÛ zlokalizowane jest w centrum miasta. Przychodzicie tam w naprawdę różnych momentach życia. Bardzo zależy mi, aby zarówno wnętrze, przestrzeń, detale, jak i okoliczności sprzyjały tym trzem wartościom. Każdemu potrzebny jest relaks. U mnie już od samego wejścia symboliczne zdjęcie butów zaprasza do zwolnienia.

Odśwież się jest niedosłowne. Chodzi o to, aby czas u mnie zmienił narrację myśli, ich bieg i pozwolił wpuścić trochę świeżości do głowy. To, jak często „lecimy na automacie”, jest niepokojące. Zależy mi na „wybiciu się” z tego rytmu i nowym spojrzeniu na tu i teraz. Z kolei powrót do siebie to zaproszenie do zaczerpnięcia jak najwięcej z relaksu, zwolnienia, odświeżenia, o które staram się zadbać moim dotykiem. Powrót do siebie z  lżejszym ciałem, i mam nadzieję, również duszą. 

N: Czy według Ciebie w rytuałach kosmetycznych, dbania o skórę, jest coś, co każda z nas może zrobić poświęcając na to nie więcej niż 10 minut dziennie?

K: Każdego ranka ochlap buzie lodowatą wodą tyle razy, ile masz lat (można do tego napełnić umywalkę, nie trzeba bieżącej wody) potem spójrz w lustro i bez względu na to jak się czujesz, jak ciężka noc za Tobą i trudny dzień lub może całkiem cool powiedz „jesteś fajna”, „jesteś fajny”.

Już niedługo w mojej przestrzeni w RÛ będzie też możliwość wziąć udział w warsztatach z automasażu i nauki prostych pomocnych technik samodbania, dotykania, czucia swojej twarzy, szyi i dekoltu. Wtedy wystarczy naprawdę 7 minut dziennie, systematycznie, aby holistycznie zadbać nie tylko o twarz, ale też ciało i głowę. Bo to wszytko jest ze sobą bardzo połączone🤍

N: A jak Ty dbasz o swój dobrostan?

K: Ja jestem w tym temacie niepoprawna. Kocham gadżety, więc muszę się pilnować, żeby się nie rozpędzić! Moi klienci leżąc na kozetce często mówią, że będą przychodzić z notesem i zapisywać wszystkie polecajki 😉

Kocham wszystko w obszarze biohackingu. Mam oura ring, okulary na światło niebieskie, pranamat, led light shield, masażery, rollery, lampę słońce i wiele innych. Brzmi jak szaleństwo, wiem. Tylko, że mnie to wszystko bardzo cieszy. Długo i dużo szukam, zanim na coś się zdecyduję, a jak już kupuję, to z tego naprawdę korzystam. Uważam, że te rzeczy naprawdę świetnie wpływają na takie fizyczne samopoczucie.

Ten wewnętrzny dobrostan to z kolei kontakt z naturą, rodziną, ruch, książki, podcasty, jabłko zerwane z drzewa na wsi, maki w polu, bose nogi w strumieniu, mój Tomek i pies Lumo obok, dzielenie się jedzeniem, które przygotowałam, pyszna kawa, muzyka na żywo, czas…trochę czasu. 

N: Wracając do tego „gadżeciarstwa” 😉 Czym się kierujesz wybierając rzeczy, którymi się otaczasz?

K: W moim mieszkaniu jest miliard rzeczy. A w Ru zupełnie odwrotnie. W obu kieruję się tym samym. Jakością. Pochodzeniem. Przydatnością lub całkowitym jej brakiem. Musi to być piękne. Rzeczy, którymi się otaczam, podzieliłabym na kilka kategorii:

  • Pamiątki rodzinne – różne piękne
  • Starocie z Młyna – użyteczne piękne
  • Gadżety do mojego dobrostanu – jakościowe piękne
  • Rękodzieło – rzeczy dotknięte, które robią ludzie, którzy mają historie, piękne wiadomo.
N: A jak przez pryzmat jakości patrzysz na ubrania? Czym one są dla Ciebie?

K: Ubrania są dla mnie opowieścią, sposobem wyrażania się, ważnym elementem codzienności. 3/4 mojej garderoby pochodzi z lumpeksów, głównie tych z Warmii i Mazur, gdzie nazywa się je barachło. Nie ma co szukać takiej jakości t-shirtów lub ponadczasowych wzorów w sieciówkach.

Drugim „miejscem”, w którym zaopatruję się w ubrania, są takie miejsca jak Twoje. Są one opowieścią o wyborach, bezkompromisowym podejściu do jakości, mają piękne, proste, uniwersalne kroje i przede wszystkim są tworzone w trosce.

Jakość to troska. Mocno wierzę w to, że podejmowane z troską wybory są tymi najlepszymi. Pamiętam, jak kilka dni temu założyłam Twoje lniane spodnie. Tkanina, z której są zrobione, jest taka delikatna i lekka. Na dworze było zimno, padał śnieg. Uśmiechnęłam się wtedy do siebie, gdy „doszło” do mnie, jak bardzo mimo swojej lekkości otulają i grzeją moje ciało.


Kalinę i jej RU znajdziecie tutaj: INSTAGRAM


Na koniec kilka wskazówek, poleceń i umilaczy według Kaliny

Twoje ulubione miejsca we Wrocławiu…

Park Szczytnicki i wrocławskie wały, Tama Opatowicka późnym wieczorem i jej tłumiący myśli szum, Hala Targowa z poziomu plus 1, Pawilon Czterech Kopuł w trakcie tygodnia, uliczki na Biskupinie, Olgi Boznańskiej na wieczornych spacerach z psami, Ogród Botaniczny i szklarnie z kaktusami. O każdej porze roku mogę tam spędzać całe dnie. 

Ostatnio ciągle słucham…

podcastów o anatomii, mózgu , wellbeingu, najlepiej jeśli w języku angielskim.

Ostatnio przeczytałam…

: dużo karteczek z kalendarza adwentowego Dopiletero.

A jeśli chodzi o dłuższe formy, to teraz kilka pozycji na raz: „Slow sex”, „Gdziekolwiek jesteś bądź tam”, „The act of creation” oraz niezmiennie PRZEKRÓJ.

Za co lubisz Natulę?

Ojej! Za właścicielkę. Mądrą, odważną, konsekwentną bez kompromisów w kwestii jakości, indywidualnie podchodzącą do moich długich nóg. Za jakość, wytrwałość, za ponadczasowe wzory i nieuleganie trendom.

Masz jakieś ulubione natulowe ubrania?

Teraz otulam się czapką i szalem. 

W pracy, gdzie musi mi być najwygodniej, wspieram się kamizelką i spodniami.

Czaję się na golf, może uda się kiedyś taki czarny, bo to mój ulubiony kolor, chociaż ten w paski kradnie moje serce!

Marzą mi się elegantki z długimi nogawkami z wełny, bo to najbardziej uniwersalny krój ever. I chciałabym je mieć w kilku kolorach do bluzy, koszuli, golfu i wszystkiego.

Konto na Instagramie, które chętnie obserwujesz…

 natula, justyna zdunczyk, womenandthewind, infuture.institute, byhuman, bwawroclaw, jon.kabat.zinn , masterchefausratlia, pozaramami, fooderati, drjoanpodgorska, sjanaelise, sophia_roe, shihengyi.online, rene.redzepi, muliganbrothers.rrayme, rickrubin, hubermanlab, nasa, al._dante_chanel, jayshetty, alfiecooks_, poza tym moje wszytkie o anatomii np. anatomystandard.

Natulowi ulubieńcy Kaliny:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *