#historie opowiedziane, #szafa kapsułowa

Historie opowiedziane – Spotkanie ze stylistką Martą Gałką

Typy kolorystyczne, szafy kapsułowe, style… jak w tym wszystkim odnaleźć siebie i spojrzeć na własną garderobę w odpowiednim świetle? Zapraszam na rozmowę ze stylistką Martą Gałką! Będzie nuta Skandynawii, polskie obserwacje i garść praktycznych porad.

Natalia: Zacznijmy od podstaw i odczarujmy magiczną “szafę kapsułową” – czym jest według Ciebie?

Marta: Jeśli miałabym coś odczarowywać, to w pierwszej kolejności mit o tym, że szafa kapsułowa to kilka rzeczy na krzyż. Oczywiście ma ich być jak najmniej, bo na tym polega idea kapsułki, ale dla każdego będzie to inna liczba. Jest to zestaw ubrań, w których naprawdę chodzimy, lubimy je, wzajemnie do siebie pasują. Po prostu są praktyczne i przydatne 😉 

A jak się do niej mają podstawowe “narzędzia” pracy stylistki? Jakie etapy przechodzimy, aby dojść do tego momentu, że stając przed szafą możemy powiedzieć: “o taką garderobę walczyłam ;)”?

Jeśli zaczynamy od przysłowiowego „zera”, czyli nie mamy na siebie pomysłu, nie wiemy jaki mamy typ kolorystyczny, co lubi nasza sylwetka, to warto zacząć od wymyślenia palety barw, która będzie w szafie. Później lista fasonów. Stylistka może pomóc znaleźć i kolory i fasony, ale najważniejsze jest to, żeby samej sobie odpowiedzieć na proste pytania:  CO LUBIĘ? W CZYM SIĘ DOBRZE CZUJĘ? CO JEST „MOJE” OD ZAWSZE?

Kiedyś lekarz powiedział mi coś fajnego: „jeśli wszystko jest ok, nie  musimy myśleć o żadnej części naszego ciała. Jeśli tylko coś sprawia, że musimy o tym myśleć (czytaj: swędzi, piecze, boli), znaczy że coś nam dolega i trzeba udać się po pomoc”.  

Podobnie jest z ubraniami. Jeśli po ich założeniu czujemy się nieswojo, mamy ochotę poprawiać dekolt, podciągać ramiączka, rozpiąć guzik, przygarbić się i schować, to znaczy, że trzeba się przebrać albo pozbyć takiego ubrania. Dobrze dobrane rzeczy działają tak, że nie musimy o nich myśleć. Zadaniem stylisty jest pomoc w poszukiwaniach takich rzeczy.  

Z jakimi mitami warto się rozprawić? Jedni doradcy wizerunkowi trzymają się typów kolorystycznych, inni sylwetek, które opisują owocami, a jeszcze pozostali skupiają na trendach. Jak się nie zagubić i dobrze określić to, co do nas najlepiej pasuje?

Trzeba pamiętać, że stylista nie zrobi wszystkiego za nas. Stylista/stylistka ma dać wędkę, a nie złowić ryby za klientkę/klienta. Powinien pokazać kolory, fasony, powiedzieć, co z czym połączyć, ale bardzo potrzebuje feedbacku i współpracy ze strony odbiorcy. Wiedząc, co do nas pasuje, znając siebie, można naprawdę wspaniale poprowadzić swój wizerunek. Dobry styl jest jak pyszna potrawa, musi zawierać szereg dobrze dobranych, połączonych ze sobą składników – trochę wiedzy, intuicji, niepowtarzalności, wygody, trendów…

Możesz zdradzić, z jakimi wątpliwościami, kwestiami, najczęściej przychodzą do Ciebie klientki?

Najczęściej szukają porad z zakresu analizy kolorystycznej. Chcą poznać swoją paletę barw po pierwsze po to, żeby bardziej świadomie podkreślać atuty swojej urody, ale też po to, żeby wyeliminować zakupowe wpadki, które później latami wiszą nienoszone w szafach.

Po drugie pragną mieć spójną, niedużą garderobę, ale nie wiedzą, jak to zrobić, jak połączyć ze sobą elementy, jak dobrać je do siebie, gdzie znaleźć. My im w tym pomagamy tworząc szafy kapsułowe. Ostatnio z wielką radością obserwuję silny trend na posiadanie małych, ale dobrze przemyślanych szaf. Panie chcą oszczędzać czas i pieniądze, zdają sobie sprawę, że odpowiednia wiedza pomoże im w tym. 

Co Twoim zdaniem daje nam analiza kolorystyczna? Czy w trakcie naszego życia zmienia się pasująca do nas paleta?Jakie są korzyści z poznania swojego typu urody? 

Analiza kolorystyczna jest świetnym punktem wyjścia, wstępem, do świadomego kreowania wizerunku. Oczywiście jest masa osób, które dobrze wyglądają, nie znając swojego typu kolorystycznego. Intuicyjnie wybierają to co dla nich. Jednak jeśli trochę błądzimy, nie wiemy od czego zacząć, nie „czujemy” mody, to poznanie swojej palety barw będzie pomocne.

Analizę kolorystyczną wystarczy zrobić raz! Typ kolorystyczny nie zmienia się w ciągu naszego życia. Zmienia się nasz gust, kolor włosów czy odcień cery, ale paleta pasujących nam barw pozostaje taka sama, bazy nie zmieniają się. 

Chciałabym jeszcze nawiązać do Twoich obserwacji z innych stron świata. Mieszkasz w Skandynawii. Szwecja i Dania mocno kojarzą się z dizajnem przez duże D. 

Jestem na etapie urządzania mieszkania praktycznie od zera, bo wprowadziliśmy się do lokalu, w którym znajdowały się tylko meble w kuchni i wyposażenie łazienki. Nie było nawet oświetlenia. Także dizajn do dla mnie teraz przede wszystkim wnętrza.

Uwielbiam tutejszy rynek mebli i dodatków do domu z drugiej ręki. To są rzeczy w naprawdę świetnym stanie za niewielkie pieniądze. Od mebli z lat 50., 60., po wszystko z IKEA. Można miksować jedne z drugimi i to daje wspaniałe efekty. Szwedzki dizajn nieco się różni od duńskiego. Duńczycy są bardziej zwariowani, ich projekty są naprawdę odważne, zachwycające. Szwedzi to raczej wygodne kanapy, ciężkie lampy na parapetach, praktyczne, solidne meble 😉 Ale lubię tę ich przytulność, jasne wnętrza, drewno. 

Już widzę jak mój gust się zmienił i jak zaczynam przedkładać wygodę nad widowiskowość 😉 Wolę siedzieć na wygodnej kanapie, na której można się zdrzemnąć albo przenocować gości niż dizajnerskie cudeńko, na którym po paru minutach boli kręgosłup. 

Co w takim razie w kontekście stylu możemy „wyciągnąć“ ze stylu Skandynawek?

Tutaj dziewczyny mają odrobinę większy dystans do siebie, nie przejmują się tym, co powiedzą inni. Ludzie mniej przyglądają się sobie nawzajem i pewnie z tego to wynika. Skandynawki stawiają przede wszystkim na wygodę. Ze świecą szukać kogoś w niebotycznych szpilkach w ciągu dnia, czy sukience sprawiającej wrażenie zbyt ciasnej. Kobiety po 50-tce czy 60-tce ubierają się bardziej młodzieżowo niż ich polskie rówieśniczki. Noszą właściwie to samo, co ich córki, a nawet wnuczki, może tylko z trochę wyższej półki cenowej, z lepszej jakości materiałów, a zamiast sneakersów zakładają loafersy. 

W Szwecji trzeba się tak ubierać, żeby rano pójść do biura, po południu wykąpać się w jeziorze, a później jeszcze skoczyć na spacer z psem i pojechać na rowerze do koleżanki. Marynarka z odwiniętymi rękawami, dżinsy i sportowe buty to idealny miks ubrań, który sprawdzi się we wszystkich tych sytuacjach. Oczywiście poza kąpielą, ale kostium możemy mieć w torebce albo pojechać nad jezioro w środku lasu i wykąpać się nago 😉 

Skoro jesteśmy przy pływaniu, to warto wspomnieć o tym, że chyba każda Szwedka dużo się rusza, spaceruje, uprawia jakiś sport, a więc ma w swojej szafie strój sportowy, buty do biegania, coś przeciwdeszczowego. Spacerować trzeba codziennie, nawet jak pada. Ruch jest tutaj czymś, o czym się nie dyskutuje. Po prostu się to robi 🙂 

Także jakbym miała coś od Skandynawek „pożyczyć”, to tę perfekcyjnie wyważoną sportową elegancję, niezamykanie się w ramach wiekowych, dbanie o siebie, ale takie rozsądne, w sam raz, zgodnie z zasadą LAGOM – nie za dużo, nie za mało, zarówno od na zewnątrz, jak i od wewnątrz. 

Powiedz, a czy jest ktoś, kto Cię inspiruje? Albo uważasz, że ma ciekawy styl? Jeśli tak, to kto i co Ci się podoba w tej osobie?

Nie ma jednej takiej osoby. Podoba mi się styl wielu osób, ale biorę dla siebie tylko to, co wiem że do mnie pasuje. Lubię styl dziewczyn, które widzę na co dzień w Szwecji. To, że łączą sportowe rzeczy z eleganckimi, to że wyglądają jakby było im super wygodnie w tym co noszą. U Paryżanek podoba m się nutka elegancji, u Włoszek zabawa modą i seksowne sukienki, a u Azjatek, Japonek, Koreanek grzeczny, zawsze wyprasowany minimalizm 😉 

Na koniec podpowiedz jeszcze, gdybyś miała wskazać 3 rzeczy, które bezwzględnie każda z nas powinna mieć w swojej szafie, co by to było?

Nie ma takich uniwersalnych rzeczy 🙂 Dla każdej z nas będzie to coś innego. Mogę powiedzieć bez jakich 3 rzeczy ja nie wyobrażam sobie swojej szafy. Bez oversizowego golfu – noszę takie zimą, ale i w chłodne, letnie wieczory, często do szortów. Bez sportowych butów, które zakładam na spacery z psem do legginsów, ale też do marynarek i eleganckich płaszczy. Bez oversizowych, trochę niechlujnych koszul, które zakładam i na co dzień, i na większe wyjścia, a nawet latem na kostium kąpielowy.   

Na koniec kilka wskazówek, poleceń i umilaczy według Marty

Twoje ulubione miejsca w Szwecji…

Lubię Sztokholm, mam do niego sentyment, to pierwsze miasto które lata temu odwiedziłam w Szwecji, ale i Göteborg w którym mieszkam, szczególnie dzielnice nad morzem. Poza tym Szwecja to dla mnie lasy, jeziora, wsie, małe miasteczka i wysepki, bo to one są najpiękniejsze. Archipelag Goteborski, Marstrand, Fjällbacka, Varberg, Klädesholmen. To tylko pierwsze, które przychodzą mi go głowy, które polecam komuś kto przyjeżdża pierwszy raz, ale jest ich naprawdę wiele. Bardzo chcę pojechać daleko na Północ, to plan na najbliższy czas.

Ostatnio ciągle słucham…

Joji, mój muzyczny crash ostatnich miesięcy 😉

Ostatnio przeczytałam…

„Scaling up”, niestety mam mało czasu na czytanie, pracuję nad tym, żeby mieć go więcej, więc jak już czytam, to pozycje, które pomogą mi nauczyć się jak przestać prokrastynować, jak skutecznie planować, rozwijać markę i delegować zadania.

Za co lubisz Natulę?

Za naturalne materiały, zgaszone kolory i świetną jakość. Za to, że żadna klientka, której poleciłam Natulę nie wróciła niezadowolona.

Masz jakieś ulubione natulowe ubrania? Które chętnie przygarnęłabyś do szafy?

Ostatnio bardzo spodobała mi się kolekcja czapek i szalików, a poza tym niezmiennie – dżentelmenki, niebieskie kimono Beztroska, narzutka Harmonia denimowa, kraciasta Flanula, którą kocham miłością platoniczną, bo kolory i wzór nie dla mnie.

Konto na Instagramie, które chętnie obserwujesz…

Obserwuję głównie południowo koreańskie i japońskie konta, bo bardzo lubię ten rodzaj minimalizmu, który można tam podejrzeć, także na przykład: Jihye Shin albo Hyelim


Martę znajdziecie tutaj: INSTAGRAM
Prosto o szafie kapsułowej: Ebook Marty


Natulowi ulubieńcy Marty:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.